Pamiętacie czasy, kiedy półki sklepowe świeciły pustkami, a o sklepie z zabawkami można było tylko pomarzyć? Kto miał ciocię lub wujka za granicą, z niecierpliwością czekał na paczkę, w której zazwyczaj były łakocie, ubrania i zabawki właśnie. W takiej przesyłce znalazłam kiedyś kolorowego pajacyka zrobionego na drutach. Nie był może cudnej urody, ale pamiętam go do dziś: jego fakturę i przymrużone oczy. Jest w Polsce pewna mama, która tworzy lalki z włóczki. Ich widok przypomniał mi pajacyka i moje dzieciństwo, ale tak naprawdę wydają się być ponadczasowe. Może któraś spodoba się Waszym dzieciom, a może to Wy zapragniecie mieć taką w domu? Zajrzyjmy do kufra MagOOmamy.
Magdalena Michalak, czyli MagOOmama, jest prawdziwą szczęściarą. Ma czwórkę dzieci, męża, rezolutnego jamnika i wielką pasję. Pasję do szycia. Jej świat to druty, koronki i kolorowe motki oraz podróże po zawiłych ściegach i pomiędzy półkami ulubionej pasmanterii.
Szyje odkąd pamięta: już jako mała dziewczynka jeździła do babci i dziergała ubranka dla lalek, a swoje skarby i akcesoria do szycia trzymała w starym kufrze. Pierwsze zabawki uszyła na prośbę własnych dzieci, kilka sztuk rozdała znajomym. Zaczęły sypać się zamówienia.
Nie tylko dzieci, ale i dorośli są pod ich wrażeniem. Może dlatego, że łączą dwa światy i dwie czasoprzestrzenie: budzą wspomnienia z dzieciństwa u dorosłych i rozpalają dziecięcą wyobraźnię.
MagOOmama chciałaby w przyszłości uczyć dzieci rękodzieła i prowadzić dla nich warsztaty. Pełna entuzjazmu, miłości do tego, co robi i oddana całkowicie szyciu i rodzinie, ceni swój mały wszechświat zrobiony z tasiemek, guzików, skrawków kolorowych materiałów, nitek i włóczki. Gdy zaczyna szyć, to robi to całą sobą, bez naparstków, bo przeszkadzają w tańcu z igłą. Pokłute palce to radosny, choć czasem bolesny, zapis twórczego procesu.
A! Lale MagOOmamy zadebiutowały podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Trzymamy kciuki za kolejne licytacje:)





Komentarze (0)